6 rzeczy, za którymi tęsknię w Kalifornii

niedziela, 30.07.2017

W Złotym Stanie mieszkamy już prawie dwa lata. Po szoku kulturowym, adaptacji do nowego miejsca i polubienia go, przyszedł czas na listę rzeczy, za którymi tęsknię w Kalifornii.

  1. Zmiana pór roku (czasami)

Prawda jest taka, że tutaj bywa zimno i grudzień może nas gościć temperaturą 8 stopni w dzień i 1 w nocy, ale przez większość czasu jest mniej więcej 20 stopni. Nie ma letnich burz, jesiennej słoty, porannego zapachu mrozu, przedwiośnia i pierwszych ciepłych promieni słońca. Są za to dwie pory roku: sucha i deszczowa. Latem zamiast zapachu ozonu po gwałtownej burzy, czuję zapach wilgotnej kory wokół drzew, która polewana jest przez spryskiwacze.

Delikatne wahania temperatury i taka sama pogoda każdego dnia sprawiają, że żyje się tutaj naprawdę dobrze. Nie ma przeziębień, bólu głowy od zmiany ciśnienia, chandry od braku słońca. A gdy zatęsknimy za zimą zawsze można skoczyć na narty do Tahoe, zaledwie cztery godziny drogi. W tym roku jeszcze w kwietniu można było śmigać na stokach. Ale wiecie, to taka zima na życzenie, a nie prawdziwa zmiana pór roku.

Ostatnio pytałam się znajomych, którzy urodzili się w Kalifornii, kiedy ostatni raz była burza.

– Czwartek, grudzień 2014. – odpowiedział Amir. – Pamiętam dokładnie, bo mieliśmy wtedy imprezę bożonarodzeniową w firmie i musieliśmy jechać z San Francisco do San Jose. Padało tak bardzo, że autostrada 101 była cała zalana.

– Ale czy były błyskawice? – dopytywałam.

– Nie, padało tylko.

W tym sezonie zimowym spadło wyjątkowo dużo deszczu, a ja widziałam dwa błyski. Dwa. Przez dwa lata jak tutaj jesteśmy.

Czy to dobrze, czy źle – nie wiem. Ale burze w Polsce sygnalizowały zmianę. Pamiętam jak w byłej pracy z kolegami staliśmy przy oknach i obserwowaliśmy pioruny i wybijającą studzienkę kanalizacyjną. Zawsze o godzinie 14. Dodawało to nutkę niepewności w ciągu dnia, bo nigdy nie było wiadomo, czy przypadkiem nas nie dopadnie ulewa. A jak przez cały dzień było parno, że ciężko było złapać oddech, to człowiek czekał na burzę, aby chwilę po niej wdychać zapach ozonu i czystości. I patrzeć jak kałuże na chodniku wysychają.Tęsknię w Kalifornii - San Francisco

  1. Ubrania

W związku z tym, że nie ma mroźnej zimy czy skwierczącego lata, szafa wypełniona jest tymi samymi ubraniami przez cały rok. Czyli cienki podkoszulek z długim rękawem zamiennie z podkoszulkiem z grubszej bawełny, żeby rano nie było za zimno; ciepły sweter lub żakiet żeby wieczorem nie było zimno; oraz długie spodnie lub spódnica (ciekawostka: do spódnic i sukienek nie nosi się rajstop, nawet gdy zimą są 2 stopnie rano). I koniecznie wiatrówka pałętająca się gdzieś w bagażniku. Z jednej strony to dobrze, bo nie trzeba wymieniać garderoby co trzy miesiące, ale z drugiej mała zmiana nigdy nikomu nie zaszkodziła.

  1. Buty na obcasie

Tęsknię za obcasami. Amerykanki cenią sobie wygodę i komfort, więc zazwyczaj gonią w płaskich butach: balerinkach, mokasynach czy adidasach zamiennie z trampkami. Jak już jakaś zagubiona owieczka trafi się w obcasach to zazwyczaj nie potrafi w nich chodzić. Obcasy przeznaczone są na specjalne wyjścia. Dlatego gdy tylko ktoś usłyszy rytmiczne stuk-puk to odwraca wzrok i patrzy. Naturalna reakcja, ale gdy za każdorazowym przejściem przez firmowy kampus kilkanaście osób patrzy się w twoją stronę, jest to niekomfortowe. Oprócz tego codzienna jazda samochodem wymaga płaskich butów, a zmiana obuwia jest kłopotliwa. Wobec czego obcasy zostały odstawione do kąta i czekają na lepsze czasy.

Tęsknię w Kalifornii GG BR

  1. Wychodzenie do knajpy o 20

Tutaj imprezy zaczynają się po pracy w piątek o godzinie 16. Jedzie się gdzieś, do mniej lub bardziej schludnej knajpy i pije się margaritę na zmianę z szotami tequili. Do tego serwowany jest wielki talerz nachos podawanych z roztopionym serem żółtym, usmażonym mielonym mięsem, śmietaną i guacamole. Pije się po dwa drinki, wsiada za kółko lub zamawia Ubera i o 19 wszyscy rozjeżdżają się do domów.

Na domówkach o 19, gdy my raczymy ostatecznie się zjawić, goście są w wyraźnym stanie po spożyciu, więc nie ma z kim pogadać. Dla nas 19 to dopiero początek imprezy i do tej pory nie udało nam się zmienić tego krakowskiego nawyku. Więc tęsknię do krakowskiego życia nocnego, które zaczynało się najwcześniej o 20.

Z knajpami też nie jest lepiej, bo w ciągu tygodnia zamykane są o 22, w weekendy można pobalować do 2 w nocy.

  1. Ogródki letnie przy kawiarniach

W Mountain View można zjeść obiad lub ciastko przed restauracją lub kawiarnią. Jest tylko jedno ale. Ogródki letnie znajdują się między chodnikiem pękającym od pieszych, a ruchliwą ulicą. Nie wiem jak Wy, ale ja nie lubię wdychać spalin jak jem lub z kimś rozmawiam. Dlatego tęsknię za Rynkiem Głównym i Kazimierzem i ich ogródkami letnimi, gdzie w gorący lipcowy dzień, w spokoju, można się było schować pod parasolem i spijać piankę z cappuccino.

Tęsknię w Kalifornii - kawiarenka w Krakowie

  1. Spacer po mieście bez celu

W Mountain View na miejski spacer przeznaczona jest jedna ulica w centrum – Castro. Ma jeden kilometr długości, odchodzi od niej kilka przecznic. Przechadzka tam i z powrotem zajmuje 15 minut. Ulica pełna jest restauracji, a witryny sklepowe są trzy. Chodzi się więc między talerzami ludzi pałaszujących obiad wdychając aromaty z kuchni. Gdy odejdziemy od głównej ulicy od razu wchodzimy na teren domków jednorodzinnych z ładnymi trawnikami i bez ogrodzenia. Przez co ma się wrażenie, że wchodzi się komuś na podwórko. Tutaj nie chodzi na spacer po przedmiejskim chodniku. Tutaj chodzi się na spacer na łono natury, o czym pisałam w notce o moich ulubionych aspektach mieszkania w Kalifornii. O miejskiej stylówie na wyciągnięcie ręki mogę zapomnieć.