Dolina Śmierci, czy na pewno taka śmiertelna?

poniedziałek, 21.03.2016

Jedziemy szeroką czteropasmówką przez pustynię otaczającą Las Vegas. Naszym celem jest Dolina Śmierci, więc kierujemy się drogą stanową numer 160. Zza gór wypływają kłęby czarnych chmur. Nie taki był plan. Na pogodę nic nie poradzisz. Skazani na łaskę i niełaskę żywiołów jedziemy!

Pięć minut później jesteśmy już pod – a w zasadzie w środku – czarnej chmury. Temperatura spada o piętnaście stopni Celsjusza. Pompa deszczu wylewa się na nasz samochód. Wycieraczki nie nadążają odgarniać wody. Silnik od kilku minut wyje na najwyższych obrotach chcąc wyrwać się spod maski.

Ulewa po przebiciu się przez kolejne wzgórze ustaje, a nasz samochód magicznie milknie. Przed nami otwiera się przestrzeń newadzkich pustyń i gór. Widoczność jak igła na kilkadziesiąt kilometrów w każdą stronę. Otoczenie przygniata nas swoim ogromem.

przestrzen

Po kolejnym zakręcie nabieramy prędkości. Zjeżdżamy w dół. Nasze oczy zatopione w linii horyzontu nie zauważyły wzniesienia, pod które wjeżdżaliśmy przez kilka dobrych minut. Stąd wycie silnika.

Amatorzy.

Dlaczego Dolina Śmierci nazywana jest Doliną Śmierci?

Z Doliną Śmierci związana jest historia godna hollywoodzkiego scenariusza. W skrócie: kalifornijska gorączka złota, podbój zachodu, podróż powozami w nieznane, brak doświadczenia w ekstremalnych warunkach.

Chęć szybkiego wzbogacenia opanowała Stany Zjednoczone i wiele osób wyruszyło w stronę Kalifornii tworząc grupę pionierów. Całość odbywała się trochę na żywioł, i jak można sobie wyobrazić, o pomyłkę kierunków nie było trudno.

niewiadomo co

Po jednej ze sprzeczek wyprawa rozpadła się na dwie grupy, z których każda poszła w swoją stronę. Wkrótce jedna z nich zgubiła się tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Osadnicy potrzebowali wsparcia, więc wysłali po pomoc dwóch mężczyzn, którzy wrócili z zaopatrzeniem dopiero po miesiącu. Wtedy osadnicy ruszyli dalej. Na odchodne jeden z uczestników powiedział: „Żegnaj, Dolino Śmierci”.

I taka nazwa już została, mimo że podczas całej wyprawy zginęła tylko jedna osoba.

przestrzen ludzie

Czy tylko diabeł rezyduje w Dolinie Śmierci?

Złowieszcze nazwy nadawane przez osadników pragnących podbicia zachodu miały i mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Przede wszystkim Dolina była zamieszkiwana przez indiańskie plemię Timbisha Shoshone dużo wcześniej niż w tym rejonie postawił stopę biały człowiek. Prowadzili nomadzki tryb życia i przemieszczali się w zależności od tego, gdzie pożywienie było dostępne. Wystarczały im głównie orzechy i fasola. Wiele miejsc uznali za święte i czczą je po dziś dzień.

W sumie na stałe żyje na tym terenie około trzystu osób.

widok

Wystaw swoje ciało na ekstremum. Jaka jest kalifornijska pustynia?

Zazwyczaj pierwsze, co przychodzi nam do głowy, gdy myślimy o pustyni to hałdy złocistego piasku. W Nevadzie i Kalifornii pustynia przedstawia zupełnie inny obrazek (o pustyni Mojave już w następnej notce).

Jest sucho. Pędząc po prostych autostradach oczy chcą wyschnąć nam na wiór. Mimo wysokiej temperatury na naszych skroniach nie ma ani jednej kropli potu.

Słońce praży, niebo ma kolor lipcowy, a gdzieniegdzie pojawiają się piaskowe mikro-tornada napędzane silnym wiatrem. Tańczą po płaskiej przestrzeni chwytając nas swoim pięknem za gardło.

Wieczorem, gdy tylko słońce schowa się za góry, przenika nas chłód. Śnieg przyprósza wyższe szczyty. Wypisz-wymaluj opis pustyni z książek do geografii z podstawówki.

spekana ziemia

Dolina Rekordów

Dolina Śmierci to najgorętsze miejsce na Ziemi. Najwyższa odnotowana temperatura wynosi 56,7 stopni Celsjusza. To także najniższy punkt w Ameryce Północnej wynoszący 85,5 metra poniżej poziomu morza, czyli równy wysokości czterdziesto-piętrowego wieżowca.

I w takich ekstremalnych warunkach istnieje życie.

Kwiatki, pszczółki i te sprawy

Dolina Śmierci jest domem dla około tysiąca gatunków roślin, głównie dzikich kwiatów, które czekają na odrobinę deszczu, aby zakwitnąć. Niektóre systemy korzeniowe roślin sięgają nawet dwudziestu metrów w głąb ziemi! Wśród zwierząt najczęściej spotykane są gatunki nocne, ale naszą drogę mogą przeciąć także kozice, jastrzębie i dzikie osły.

superbloom 2

Superbloom, czyli wielki zakwit

Jałowy grunt jest tylko grą pozorów. Wielki zakwit opanowuje Dolinę średnio raz na dekadę. Ostatni miał miejsce w 2005 roku. Najwyższy czas na następny.

W tym roku za zamieszanie pogodowe odpowiada El Niño, który przyniósł ze sobą sporo opadów. W październiku trzy duże burze przeszły nad pustynią. Spadło wtedy aż 75 mm deszczu (średnia roczna wynosi 50 mm). I zaczęły się czary.

superbloom

Splot trzech warunków: odpowiednia wilgotność, ilość opadów i niewysoka temperatura powodują, że Dolina przekształca się z martwej w żywą.

Przez wiele lat nasiona kwiatów okryte warstwą mułu pozostają w uśpieniu. Gdy tylko dostaną choć odrobinę wilgoci zaczyna się zryw życia.

Kolorowy dywan kwiatów pokrywa dno Doliny. Mnie widok kojarzy się z subtelnym muśnięciem złota, bieli i purpury niż typowym polnym harmiderem.

kolorowe kwiatki

Desert Gold, który widzicie na zdjęciu, jest najpopularniejszym kwiatem.

Dziwny to widok, pełen kontrastów. Stoimy pośrodku dna wygasłego wulkanu, odcięci od świata przez skalny mur. Podłoże tworzy brunatny suchy muł, z którego co pół metra wyrastają złote kwiaty. Natura przez duże N.

Tubylcy mają rację – Dolina Śmierci nie ma zbyt wiele wspólnego ze śmiercią.

Coś martwego, czyli słone jezioro Badwater Basin

Pędzilibyśmy naszą czerwoną strzałą przez płaskie równiny Doliny Śmierci, gdyby nie to, że z każdym kawałkiem drogi pojawia się inny, ciekawy widok, który trzeba obfotografować. Robimy częste przerwy na tzw. „photo opportunity” jak mówi mój szanowny małżonek. W końcu wszystkie zdjęcia na blogu wyszły spod jego ręki, więc chcąc nie chcąc, stoję i podziwiam, a on biega od kwiatka do kwiatka po nowe ujęcie. Udaje nam się dojechać nad wyschnięte słone jezioro.

Badwater Basin

Skołtunione włosy wchodzą mi do oczu. Tumany kurzu wzbijają się za każdym razem, gdy po szutrowej drodze prowadzącej do Devil’s Golf Course przejeżdżają samochody. Całość maluje się bardziej jak plan zdjęciowy filmu o Bondzie niż jako cud natury.

kurz

Devil’s Golf Course przypomina zaorane pole ziemniaków. Pełno tutaj grud mułu oblepionego solą. Są chropowate i samo patrzenie na nie jest nieprzyjemne dla oka. Jest szpilkowacie ostro. Ciężko przejść kilka kroków po łebkach grud. Zapach soli uderza nasze nosy, a ci, żądni przygód liżą zaschniętą sól w zagłębieniach mułu. Werdykt – prawdziwa.

grudy

W Devil’s Golf Course były grudy. W Badwater Basin skrystalizowana sól tworzy malownicze kształty. Wchodzimy na środek solnego jeziora. Wiatr pędzący po rozległej przestrzeni daje popis swojej mocy, a moje włosy tym razem wołają już o pomoc fryzjera. Sól wżera się w podeszwy naszych butów, psy bez specjalnych ochraniaczy na łapy nie chcą chodzić, a ludzie jak oniemiali idą naprzód głodni kolejnych widoków.

grudy i ja

Solne równiny Doliny Śmierci mają ponad 320 kilometrów kwadratowych i zaliczają się do największych na świecie. To tu leży najniższy punkt depresji. Wiele osób decyduje się, aby tutaj nakręcić teledysk lub zrobić ślubną sesję zdjęciową. To pewnie światło, albo coś.

W drodze

Czy warto przyjechać do Doliny Śmierci? Warto. Ciekawie jest się wystawić na inne warunki pogodowe i obserwować jak nasze ciało na nie reaguje. Poza tym, w końcu zrozumiałam o co chodzi z zachwytem nad Stanami Zjednoczonymi. Poczucie wolności jakie daje tutejszy bezkres uzależnia. Książki drogi takie jak sztandarowy On the Road Jacka Kerouca nabierają innego wymiaru. Przemierzając to pustkowie możemy przemyśleć całe życie.

A w trasie, może nawet i pogoda będzie dla nas łaskawa.


Czy byliście kiedyś wystawieni na ekstremalne warunki pogodowe? Podzielcie się w komentarzach, czekam na odzew!

Super źródła:

Park Narodowy Doliny Śmierci

Herald Review – Super Bloom