Albania z dołu – Vlora, zwyczaje, Kanun

czwartek, 22.05.2014

Albania jest krajem muzułmańskim, choć nie jest to wersja hard. Z danych, które czytałam wynikało, że 60% osób to muzułmanie, 30% to chrześcijanie, a pozostałe 10% to osoby innego wyznania. Obowiązuje tam prawo zwyczajowe Kanun, które jest dość mocno inspirowane islamem. Co ciekawe, dalej funkcjonuje tam prawo zemsty – jeżeli ktoś zabije ojcu syna, ten ojciec ma prawo do równie krwawego odwetu.

Kanun, czyli zwyczajowe prawo do zemsty

Czytałam, że Albania to kraj,  w którym w tym momencie około 6-7 tys. dzieci nie jest posyłanych do szkoły, ponieważ ktoś mógłby je wtedy zabić. Kanun dało się zauważyć na ulicy. Na przykład zabrania się kobietom, albo przynajmniej ogranicza, chodzenie do restauracji lub kawiarni – to tylko i wyłącznie męskie zajęcie. Jeżeli spotykaliśmy jakiekolwiek panie to były to bardziej wyjątki potwierdzające regułę. Dwudziestokilkulatki pokazywały się raczej w towarzystwie męża pchając wózek. Tylko nastolatki chodziły same. Co osobiście mną wstrząsnęło (mówiąc szczerze byłam bardzo ciekawa szoku kulturowego, dlatego też zdecydowałam się na ten wyjazd) to zainteresowanie, które wzbudzałam wśród mężczyzn. Mimo że chodziłam w butach górskich, spodniach trekkingowych, bluzie, bez makijażu i w związanych włosach Albańczycy oglądali się za mną (strój typowej osoby na kursie paralotniarskim, o którym piszę tutaj: Albania kurs paralotniowy). Nie przeszkadzało im nawet to, że byłam w towarzystwie Szymona. Najdziwniejsza sytuacja spotkała mnie w kawiarni, gdy popijając kawę zauważyłam, że jednocześnie przygląda mi się trzech mężczyzn. Nigdy wcześniej nie wzbudzałam takiego zainteresowania. Oczywiście żaden kelner nigdy mnie nie wyprosił z restauracji, wręcz przeciwnie – nawet podawali mi tamtejszy bimber – rakii (kobietom nie wolno pić alkoholu, zwłaszcza wśród mężczyzn). Z podawaniem innego alkoholu też nie było żadnego problemu. Po prostu turyści obsługiwani są w inny sposób. I bardzo dobrze.

photo_06

Albania – co z kobietami?

Jednocześnie obserwowałam kobiety, i choć wiem, że w Albanii kobietom pozwala się na coraz więcej, to jednak świadomość ich patriarchalnej kultury i tego, że mają gorzej ode mnie, a mieszkamy na tym samym kontynencie była przykra. Za każdym razem, gdy wracaliśmy do naszego mieszkania powtarzałam Szymonowi, że to wielkie szczęście, że urodziłam się w Polsce, gdzie kobiety mają wiele swobód, a jedyna z największych dyskryminacji to wysokość pensji. Dziwnie bym się czuła, gdybym nie mogła po prostu ot tak, wyjść na miasto z koleżanką na ploteczki. W tym miejscu polecam poczytać sobie o żelaznych dziewicach, czyli kobietach, które „zostały mężczyznami” w swoich rodzinach. Ojciec, gdy nie miał syna, wybierał najstarszą córkę, aby pełniła rolę mężczyzny – to jej przepisywany był majątek i odpowiedzialność za wszystkich członków. Miało to jednak swoją cenę – żelazna dziewica musiała nauczyć się żyć jak mężczyzna, ubierać się jak mężczyzna i przebywać z mężczyznami. Nie wolno jej było ani wychodzić za mąż, ani wiązać się z kimkolwiek. Co ciekawe, takie kobiety okazywały się bardzo szczęśliwe, ponieważ mogły się kształcić i robić rzeczy, które są zakazane przez prawo.

photo_22

Rakii – albański bimber

Mówiąc o rakii – to tamtejszy bimber, ekwiwalent chorwackiej rakiiji. Wytwarzany z winogron, przyjemnie rozgrzewający przełyk. Jednakże w Albanii to produkt nielegalny. Oczywiście można go kupić w sklepie, jednakże największemu wrogowi nie życzyłabym go pić. Natomiast jeżeli dobrze się poszuka i popyta, można go dostać w jakiejś dziurce, w butelkach po Coca-Coli. W to mi graj! Polsko sprzed trzydziestu lat wróć!

photo_18

Pomijając ten aspekt kulturowy, ludzie na ulicach byli bardzo życzliwi i otwarci. Jeżeli ktoś nie potrafił mówić po angielsku dogadywaliśmy się na migi, czemu towarzyszyły salwy śmiechu z jednej i drugiej strony. Bardzo gościnni – w restauracji, do której przychodziliśmy co wieczór, szef kuchni za każdym razem obdarowywał nas butelką rakii i owocami – oczywiście na koszt firmy.

W dzień wyjazdu z Albanii wszyscy chcieli wziąć do Polski choć jedną butelkę rakii. Na gwałt potrzebowaliśmy dużej ilości, co było dość problematyczne. Wobec tego zaczęliśmy szukać szczęścia i pytać przypadkowe osoby na ulicy o trunek. Weszliśmy do sklepu, który moglibyśmy porównać do naszej Galerii Kazimierz, zahaczyliśmy o sklep z pamiątkami i zapytaliśmy się ekspedientki czy ma przypadkiem rakii. Zlustrowała nas od góry do dołu i powiedziała, że nic nie wie na ten temat. Nalegaliśmy dalej, czy może zna kogoś kto ma. Skonsternowana podeszła do szafki, otworzyła drzwiczki i wyciągnęła z niej siatkę z butelką rakii i ochoczo polewając nam do kubeczków. 11 rano. I tak oto pani przedstawiła nam ich życie na co dzień. Nikt oficjalnie nie zajmuje się wytwarzaniem alkoholu, ale w każdej knajpie, co rano, do partyjki domina panowie sączą rakii ze szklanki. A po ulicach jeździ policja w wozach antikontrabanda. To chyba mówi samo za siebie.

photo_20

Rozgardiasz na ulicach Vlory

Ponadto jedna sprawa pozostała dla nas zagadką – Albania to wszechobecny kurz i bród. W głowie nie mieściło się jak ci czyści i schludni ludzie mogą żyć w tak obskurnych warunkach. Smród rozkładającego się zwierzęcia był na porządku dziennym. Bezdomne psy włóczące się po ulicach na nikim nie robiły wrażenia. Niedokończone budowy w każdym zakątku kraju również (podejrzewaliśmy jakieś przekręty podatkowe dotyczące ukończenia prac budowlanych). Nie wspominając już o fatalnym stanie dróg oraz chodników (tak, skręciłam sobie nogę schodząc ze stopnia). Na plażach miała miejsce specjalna akcja wojskowa, podczas której żołnierze oczyszczali piasek z glonów i usuwali śmieci – zapewne przed zbliżającym się sezonem wakacyjnym.

Podsumowując Albania nie jest miejscem na luksusowe wakacje all inclusive.