Go slow. Gozo. Malta.

sobota, 22.06.2013

Ciepło, dużo ciepła. I dużo morskiej wody. Tak w skrócie wygląda Malta i sąsiednia wyspa Gozo. Spragnieni słońca na pewno będą zadowoleni, jeżeli wybiorą tę malutką wysepkę na południe od Sycylii.

Prom z Malty na Gozo

 

W czasie przygotowań do wyjazdu nie chciałam uwierzyć, gdy Google Maps pokazywało czas jazdy autobusu z lotniska na prom ponad godzinę. Wydawało się niemożliwym, że niecałe trzydzieści kilometrów można pokonywać w tak zabójczym tempie. Niestety na miejscu okazało się, że to prawda. Podejrzane „Enjoy” z ust Maltańczyków na lotnisku nabrało sensu. W teorii autobus, prom na wyspę Gozo i następny autobus na tejże wyspie są ze sobą zsynchronizowane. W praktyce wyglądało to w ten sposób, że jeżeli na każdym odcinku będziemy mieli poślizg, na przykład dwuminutowy, to nie zdążymy. I tak też się stało. Ostrzeżenia o ostatnich autobusach na wyspie, które mogą przyjechać lub nie czy odjechać wcześniej, zostały zingorowane przeze mnie. Przyzwyczajona do wygodnej, krakowskiej komunikacji miejskiej (oraz pełna pozytywnych doświadczeń związanych z transportem publicznym z innych miast) nie wierzyłam, że coś takiego może się zdarzyć. Dlatego skazani byliśmy na taksówkę, aby dotrzeć do hotelu. Trudno, za głupotę się płaci. Ale przynajmniej powoli poznawaliśmy reguły gry jak poruszać się po Malcie.

Azur Window Gozo

Przyjazd na miejsce o 23 nie jest może jakimś ekstremum, ale trzeba przyznać, że po kilku godzinnej podróży może doskwierać mały głód. I co tu kupić? Wszystko zamknięte o tej porze. Wspaniałomyślny właściciel mieszkania (nie hotelu jak okazało się już na miejscu) wyposażył nam lodówkę kilkoma smakołykami. Takich gestów się nie zapomina. Co więcej, mieliśmy do dyspozycji całkiem spore mieszkanie z balkonem i w pełni wyposażoną kuchnią. W to mi graj!

Marsalforn

Marsalforn jest spokojnym, małym miasteczkiem na Gozo. Nie można nazwać tamtejszego życia nocnego tętniącym, choć wieczorami promenada wraz z restauracjami i pubami były pełne spacerujących ludzi. W dzień wszyscy chowali się przed słońcem, a popołudniami starsze kobiety grały w bingo. Na pieniądze. Chyba żyłka hazardzisty siedzi w każdym z nas. Oprócz tego miasteczko położone jest nad uroczą zatoką, która otoczona jest pięknymi piaskowymi wyżłobieniami w skałach. Romantycznie. Na zachód od miasteczka znajdują się solanki, które rysują się równie malowniczo na wybrzeżu. Do tego ciepła morska woda pełna życia. Przy odrobinie szczęścia można trafić na rozgwiazdę czy ośmiornicę, które razem z kolorowymi rybkami prezentują nam zupełnie inny świat.

bingo

Co zobaczyć na Gozo?

Mówią, że Gozo dobre jest dla emerytów. Może jedynie wtedy, kiedy oczekuje się, że ktoś wszędzie nas zawiezie, wszystko zorganizuje, a do tego jedyne nasze oczekiwania to leżenie plackiem na plaży. Gozo jest maleńką wyspeką, która oferuje różne formy spędzenia czasu. Można zacząć od pieszych wycieczek do pobliskich wiosek zamiast przejażdżki autobusem (uwaga: zajmuje to tyle samo czasu); spacerów wzdłuż skalistego wybrzeża; wyprawy rowerem dookoła wyspy. Podobno niebezpiecznie jeździć na dwóch kółkach po Malcie. A na Gozo, cóż… mały ruch samochodowy, a także piękne widoki sprzyjają wycieczkom rowerowym, choć sami nigdy ich nie skosztowaliśmy. Może następnym razem. Co więcej, Gozo wraz z zatopionymi statkami jest idealnym miejscem dla zapaleńców nurkowania. Osoby lubiące mniej ekstremalną rozrywkę będą ustatysfakcjonowane podziwianiem życia morskiego nurkując z rurką. Oprócz tego wyspeka obfituje w zapierające dech w piersi widoki skalistego wybrzeża. Miejsca takie jak Azur Window na zawsze zostaną wryte w naszą pamięć. Potęga i piękno natury połączone w jednym. Człowiek czuje się zupełnie bezbronny gdy konfrontuje się z bijącymi o brzeg morskimi falami, które przez wieki wyżłobiły spekakularne Okno. I tak naprawdę wcale nie chce się iść dalej, tylko podziwiać. Chociaż wybrzeże Malty w większości jest skaliste, na szczęście da się znaleźć kilka piaszczystych plaż. Ramla jest bardzo popularna, podobno było to miłosne gniazdko bogini Kalypso i Odyseusza. Cóż, o bardziej romantyczną okolicę ciężko. Plaża znajduje się u stóp niewielkich wzgórz, lazur wody styka się z pomarańczowo-złotym piaskiem. Wszystko ukoronowane jest zielenią spajającą morze z pobliskimi winiarniami. Jeżeli spóźnicie się na autobus odjeżdżający z Xaghry nic nie szkodzi. Pieszo wycieczka zajmuje tyle samo, co podróż autobusem, czyli jakieś czterdzieści minut. W Xaghrze znajduje się megalityczna świątynia licząca sobie bagatela sześć tysięcy lat. Jej nazwa Ġgantija wywodzi się od wierzeń, iż była zbudowana przez giganty. Taka jest wielka! Kupa kamieni, które robią piorunujace wrażenie, jeżeli zdamy sobie sprawę, że kiedyś ludzie budowali ją bez pomocy cementu. Wszystkie elementy są do siebie idealnie dopasowane. Słońce praży, czas wracać.

kot

Jaka jest Malta?

Malta to przeciwieństwo Gozo: jest szybsza, tętniąca życiem, zaprasza do wydawania pięniędzy na każdym kroku. Pierwszych kilka chwil nad nadmorską promenadą było mieszanką rozczarowania i żalu, że spokój już się skończył. Wyjeżdżając z miasta nie każdy ma ochotę na spędzanie wakacji w mieście. A tutaj zderzamy się z dużym ruchem ulicznym, zgiełkiem, falami ludzi. I co teraz? Na szczęście wystarczy skręcić odrobinę w bok, zejść z głównego traktu i już czeka nas spokojna Malta. Kamienice w pięknym piaskowym kolorze, które zdobią różnobarwne drewniane balkony. Ciasna zabudowa chroni przed słońcem obdarowując nas chłodnym cieniem. I już przestało być tak strasznie. Następny cel to Valetta – stolica Malty. niespotykanej zabudowny, dwóch „rajskich” ogrodów przy murach, w Valetcie warto wybrać się do katedry św. Jana. Łatwo ją przeoczyć, ponieważ z zewnątrz nie zwraca na siebie uwagi ani wielkością, ani kolorem. Stoi jako zwykły budynek. Lecz wchodząc do środka pozostaje się oniemiałym. Całe wnętrze katedry ozdobione jest złotem. W środku aż bije po oczach jego blask. Sklepienie, kolumny, ołtarz – wszystko wykonane jest ze złota. Dlatego warto przeznaczyć na zwiedzanie trochę więcej czasu, aby w pełni nacieszyć oko.

marsakloxx

Atrakcje na Malcie

Jeżeli będziecie mieli już dość miasta Malta oferuje także kilka małych cudów przyrody. Całe szczęście, że można na chwilę uciec od tego ruchu. Dlatego następnym punktem na mapie to zaliczenia było Blue Grotto. Po godzinnej przejażdżce autobusem ukazuje się parking, kilka domów i ostre wybrzeże. Gdzie Grotto? Schodzimy w dół, a tam czekają na nas kolorowe łódki. Każda zabiera około dziesięciu osób. Wszystko jest perfekcyjnie zorganizowane (tak, południowcy i organizacja brzmi jak paradoks!) i po chwili płyniemy wzdłuż skalistego wybrzeża. Wkrótce ukazują nam się jaskinie wyplukane przez lata przez morze. Większe lub mniejsze, każda ma swoją nazwę, każda jest inna. Woda w kolorze lazurowym nie pozwala oderwać od siebie wzroku, gdzieniegdzie pojawiają się meduzy. Jest dobrze.

Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie udali się na żadną imprezę na Malcie. Nasz hotel znajdował się blisko najbardziej modnego miejsca w Sliemie – klubu Surfside. Pełno ludzi, głośna muzyka, morze, otwarta przestrzeń. Takich imprez nie ma Krakowie. I o dziwo, ceny nie powały z nóg, trochę więcej niż w krakowskich mordowniach. Niestety zbyt długo nie mogliśmy pobalować, bo już następnego dnia wybieraliśmy się na ostatnią wyspę – Comino.

krab

Wyspa Comino

Comino jest najmniejszą wysepką na Archipelagu Maltańskim. Zamieszkała jest zaledwie przez jedną rodzinę. Na szczęście możemy czuć się tam bezpieczni, ponieważ na wyspie znajduje się także posterunek policji, który czuwa nad bezpieczeństwem turystów. Na wyspę dostajemy się wraz z zorganizowaną wycieczką małym statkiem. Główną atrakcją tego miejsca jest Blue Lagoon. Widcząc wcześniej zdjęcia laguny myślałam, że na pewno ktoś je podrasował w Photoshopie. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy to, co na zdjęciu okazało się prawdziwe. Woda o lazurowym kolorze zachęcała do skoków z łódki, eksplorowania dna, i po prostu wygłupiania się. Każdy był w stanie wyzwolić w sobie swój pierwiastek dziecka bez żadnych ograniczeń. Zarówno dorośli jak i dzieci wspaniale wykorzystywali ten czas. I tak beztrosko mijał nam kolejny dzień…

mdina

Powrót do Polski

Wracając do domu byliśmy jeszcze na Malcie, kiedy poczuliśmy zwiastowanie polskiego narzekactwa. Po dwóch tygodniach słonecznej pogody można się od tego odzwyczaić. Sytuacja ma miejsce na lotnisku, zaraz po odprawie. Ryanair ma to do siebie, że nie numeruje miejscówek w samolocie. Dlatego wszyscy pchają się ze swoimi bagażami, byle szybciej. Będąc zamkniętymi w autobusie, który miał nas zawieźć do samolotu w drugiej turze usłyszałam jedynie szereg mocnych przekleństw pod adresem przewodnika od pana, którego można byłoby wpisać w polski stereotyp. Witaj domu!

Może zabrzmi to dziwnie, ale jedyne czego nam brakowało to zieleń. Malta latem jest wysuszona na wiór, nie ma prawie w ogóle drzew. Szukanie spokoju w cieniu drzewa można sobie wybić z głowy. Sianowate pola plus prażące słońce przed którym nie ma ucieczki bywa męczące. Dlatego z przyjemnością upajaliśmy się odrobiną zieleni, która otacza lotnisko w Balicach. A może wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej?