Natura na Kauai

piątek, 19.08.2016

Wakacje postanawiamy spędzić pod namiotem. Dobry klimat, doświadczenie Szymona i piękne zdjęcia zachęcają do odkrycia Kauai na własnej skórze, a nie z okna hotelowego pokoju.

Kury gołębiami narodu!

Suniemy samochodem wzdłuż jedynej autostrady na hawajskiej wyspie Kauai. Słońce przypieka przez przednią szybę, wilgoć skrapla się na skórze. Mijamy pole golfowe, na którym gdzieniegdzie wyskakują czarne, małe punkty. Są wysokie na około 40 centymetrów, szersze u dołu, węższe ku górze. I chodzą, w  grupach.

kury kauai

Zatrzymujemy się w przydrożnym barze. Na przeciwko znajduje się cmentarz, po którym biega ów czarny punkt. A to nie mniej, nie więcej, a kogut. Statycznym krokiem włóczy się wokół nagrobków, co chwilę wydłubując robaki z ziemi.

Jedziemy do supermarketu. Na sklepowym parkingu stada kur pchają się pod koła samochodów. Dziarsko przechodzą przez drogę, zarówno z małymi kurczątkami, jak i pojedynczo.

Kury to jedyne zwierzęce zagrożenie jakie spotkamy na Kauai. Zawładnęły wyspą po huraganie ‘Iniki w 1992 roku, gdy uciekły ze zniszczonych zagród. Dobre warunki klimatyczne i brak drapieżników sprzyjają rozrodowi, więc kury wykorzystały okazję i zdominowały zwierzęcą mapę wyspy. Koguty, aby podkreślić swoje panowanie, pieją przez całą dobę.

Kauai podana na dziko, czyli pola namiotowe i natura

Na Kauai mieszkamy na polach namiotowych, aby być bliżej natury i namacalnie doświadczyć piękna tego miejsca.

Wyspa stała się naszą miłością od pierwszego śledzia wbitego w piasek na plaży.  Nomadzki styl życia zapewnia nam Dave, od którego wypożyczamy sprzęt kempingowy. Przed wylotem podczas rezerwacji podkreślał, aby nic ze sobą nie brać.

plaza Anahola

Z Davem umawiamy się na plaży w Anaholi. Po krótkim „small talku” Dave lustruje nasze auto.

– Cały sprzęt powinien się zmieścić. Macie duży samochód. – mówi.

Dave wyciąga z białego dostawczaka namiot, śpiwory, grill, materac, kawiarkę, komplet noży i deskę surfingową. Sprzęt układa w naszym bagażniku i na tylnym siedzeniu samochodu. Wkłada i wykłada coraz więcej przedmiotów, a my stoimy z boku z ustami otwartymi coraz szerzej.

– Lubicie wino? – pyta.

Potakujemy głowami.

– To macie jeszcze butelkę wina na dobry początek wakacji. I korkociąg.

Okiem kempingowego weterana stwierdzam, że Dave daje nam cały potrzebny sprzęt.

– Jeżeli będziecie chcieli pójść w góry i zostać tam na noc, dajcie znać. Będziecie potrzebowali innego sprzętu, to wymienimy. – Dave kwituje na koniec.

Wybrzeże Na Pali

Jadąc wokół Kauai pogoda zmienia się kilkakrotnie. Na wyspie znajduje się zarówno najbardziej wilgotne miejsce na ziemi, czyli góra Waialeale, jak i czwarte najsuchsze miejsce w Stanach Zjednoczonych, czyli wybrzeże Na Pali, które zostaje naszym następnym noclegiem w podróży.

Waimea Canyon

Na kamping Na Pali prowadzi sześciokilometrowa szutrowa droga. Na jej początku zabieramy ze sobą autostopowicza Jamesa. James mówi, że mieszka na Kauai od 13 miesięcy i wędruje od plaży do plaży. Jest bezdomny, ale nie przeszkadza mu to specjalnie. Kiedy ma ochotę poprzeglądać internet lub poczytać książki idzie do biblioteki. Gdy przyjechał na wyspę pracował na jednej z tutejszych farm. Cieszył się widząc owoce swojej pracy. W tym momencie jest bezrobotny, bo jak mówi, trudno znaleźć zatrudnienie bez adresu. Opowiada, że też kiedyś mieszkał w Kalifornii, w opactwie w Monterey, ale stwierdził, że bycie mnichem nie jest dla niego. Gdy dojeżdżamy na miejsce oferuje nam pomoc w wypakowaniu sprzętu, a potem odchodzi w kierunku swoich bezdomnych znajomych.

Koczowniczy styl życia nie jest obcy wyspie. W 1969 roku został tutaj założony Taylor Camp – miejsce, w którym mieszkali hipisi oraz weterani wojenni. Więcej na ten temat możecie przeczytać tutaj: http://www.messynessychic.com/2013/08/29/paradise-lost-the-hippie-refugee-camp/.

Na Pali

Rozbijamy namiot na wydmie, przy świetle księżyca. Widzimy jedynie zarys klifów i gwiazdy. Na niebie spadają leonidy, które rok wcześniej podziwialiśmy na wulkanie El Teide na Teneryfie. To najszybszy znany deszcz meteorytów, ich prędkość w atmosferze dochodzi do 72 km/s. Dzisiaj ma spadać do 15 gwiazd na godzinę. Atramentowe niebo otwiera się nad nami. Widać gwiazdy w konstelacji Plejad.

Kamping Na Pali zamykam w kilku zdaniach. Wyobraź sobie kąpiel pod otwartym prysznicem bez zasłonki, w zimnej wodzie i stroju kąpielowym, gdy nad głową świecą miliony gwiazd i widać drogę mleczną. Nie ma nic lepszego, gdy w dzień pod tym samym prysznicem, dzielisz się wodą z papugami. A rano budzi Cię dźwięk wielkich fal rozbijających się o brzeg. I w sumie, gdy jesteś na końcu świata naprawdę mało co Cię obchodzi, bo jest dobrze. Jest aloha (pisałam o Aloha w poprzedniej notce: link).

Canyon Waimea

Legenda Na Pali

Mieszkamy na końcu plaży zaraz przy stumetrowych klifach Ha’ele’ele. Legenda głosi, że klify były miejscem, z których skakały duchy ‘uhane wybierające się na drugi świat. W momencie uderzenia o ziemię rodzina ducha przeciągała go na drugą stronę. Jeżeli dany duch nie miał krewnych, rozbijał się o kamienie na plaży i przyklejał się do jednego z nich. I wtedy zaczynał psocić. Dlatego nie wolno zabierać jakichkolwiek kamyków znad wybrzeża Na Pali. Przez przypadek można natknąć się na kamień z duchem-psotnikiem, który będzie nam uprzykrzał życie. Wtedy należy wrócić się na plażę w Na Pali i oddać skałkę na swoje miejsce.

Kąpanie na Kauai w listopadzie

Będąc przy najdłuższej, bo aż piętnastokilometrowej plaży na Kauai, wybieramy się na spacer. Puchaty piasek zapada się pod naszymi stopami. Ocean kotłuje się, a grzywy fal rozbijają się o brzeg. Na plaży znaki ostrzegają o rip current (prąd wciągający). Dzisiaj nie wejdziemy do wody.

Przyjeżdżając na Kauai zimą trzeba liczyć się z tym, że nie będziemy mieli za bardzo możliwości pokąpania się w oceanie. Na wyspie w sezonie zimowym występują prądy wciągające, które uniemożliwiają wejście do wody. Prąd wciągający porywa i jest na tyle silny, że nie damy rady dopłynąć na brzeg. Jeżeli chcemy się potaplać i ponurkować zdecydowanie lepiej przylecieć na wyspy latem, gdy ocean jest dużo spokojniejszy.

Kanion Waimea

Kanion Waimea, czyli serce Kauai, porównywalny jest do Wielkiego Kanionu w Arizonie, choć wielkościowo to jego dużo mniejszy kuzyn. Ma 16 km długości, 300 metrów szerokości i około 1 km głębokości. Warstwy ziemi różnią się od siebie odcieniem czerwieni. Każda z nich ma inną datę powstania. Kształt kanionu wydrążyła rzeka Waimea oraz erozja spowodowana obfitym deszczem z góry Wai’ale’ale.

Kauai słynie z „dirt”, czyli rdzawej ziemi bogatej w żelazo, która brudzi wszystko na swojej drodze. Na trasie do kanionu po raz pierwszy mamy okazję zobaczyć, co oznacza ów „dirt”. Biały podkoszulek zmienia barwę na rudą, której nigdy nie będę wstanie już wyprać.

dirt

Do kanionu prowadzi droga, z której oglądamy Naturę przez duże N. Brunatny kolor ziemi kontrastuje z nasyconą zielenią lasu tropikalnego. Jaskrawoniebieskie porosty zdobią drzewa. Po przeciwnej stronie kanionu tryska ze zbocza kaskadowy, wysoki na 250 metrów, wodospad Waipo’o. Zatrzymujemy się na parkingu. Przed samochodem dopada nas kura, która czeka aż szeleszczący papierek po słodkościach wypadnie z auta. Na próżno.

Las tropikalny

Z parkingu idziemy szlakiem prowadzącym do wodospadu Waipo’o. Wchodzimy w gęstwinę tropikalnych roślin. Jest ciemno. Widzimy jedynie wydrążoną ścieżkę prowadzącą pod wodospad. O nasze nosy od czasu do czasu zaczepia się ostry zapach dzikiego imbiru. Kątem oka dostrzegamy budującą się nad nami chmurę. Zbiera się na deszcz.

wodospad

Stoimy na krawędzi przełomu. Kropi wodnymi przecinkami. Ubieramy się w peleryny. Wilgoć kryje woalem kanion, widać jedynie zarysy skał.

Drobne krople deszczu oblepiają nasze ciała. Wodospad naszym celem, więc idziemy dalej. Śliska ścieżka zamienia się w brunatne błoto. Dochodzimy pod wodospad, robimy zdjęcia i wracamy. W kanionie cisza. Na ścieżce tylko my i kilku innych, przemokniętych turystów.

las tropikalny

Zmoczeni i brudni od stóp do głów dochodzimy do parkingu. Kombinujemy jak wsiąść do samochodu nie brudząc go. Po salcie, fikołku i kwiecie lotosu, ściągamy pelerynki i wchodzimy do środka. Odpalamy silnik i zjeżdżamy do miasteczka Kekaha.

W radiu podane jest ostrzeżenie o „flash flood”, czyli o gwałtownych opadach deszczu, które powodują nagłe wezbranie rzek. Mają trwać przez kolejnych kilka dni. Bajkowy urlop stoi pod znakiem zapytania.


p.s.

W następnej notce dowiecie się, co zrobiliśmy dalej. Jeżeli chcecie więcej poczytać o Hawajach kliknijcie tutaj: Kauai – wyspa tysiąca bogów i aloha. A jeżeli chcecie się dowiedzieć jak trochę taniej zorganizować sobie wakacje na Hawajach, przeczytacie o tym tutaj: 8 sposobów na tanie Hawaje.

Podobał Ci się mój tekst? Polajkuj mnie na Facebooku!