Wzdłuż wybrzeża Kalifornii (Big Sur)

czwartek, 15.10.2015

Natura nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. W tamtym roku przełomowy był El Teide na Teneryfie, o którym pisałam wcześniej, w tym roku to droga Highway 1 prowadząca wzdłuż wybrzeża Kalifornii do Big Sur.

Highway 1

Higway 1

Highway 1 jest okrzyknięta jedną z najpiękniejszych dróg w całych Stanach Zjednoczonych. Nie dziwi więc fakt, ze już od 1962 roku obowiązuje tam całkowity zakaz stawiania billboardów wzdłuż drogi. Polscy samorządowcy mają się na kim wzorować. Co więcej lokalni włodarze dbają o to, aby miejsce pozostało takie, jakim jest, więc nie wydają pozwoleń na budowy. Dlatego jeżeli chcielibyście kupić sobie tutaj domek, worek pieniędzy będzie niezbędny.

Highway 1 krzak

Droga prowadzi przez całe wybrzeże kalifornijskie od Legget (w hrabstwie Mendocino, powyżej San Francisco) do Los Angeles i ma 1055 km długości. Była budowana w odcinkach, a jej najstarsza część w Big Sur została oddana do użytku w 1930 roku. Natomiast swoją obecną formę przybrała  dopiero w 1964 roku i wtedy została nazwana Highway 1. Ma 4 odcinki: Pacific Coast Highway (PCH), Cabrillo Highway, Shoreline Highway i Coast Highway, więc planując wycieczkę bez problemu można wybrać swój ulubiony. My mieliśmy już okazję zobaczyć klify w Half Moon Bay, o które opisywałam wcześniej. Tym razem wybraliśmy się poniżej Santa Cruz do Big Sur.

Big Sur

Big Sur to stan umysłu

Przewodnik Lonely Planet podaje, że Big Sur to nie miejsce na mapie, to stan umysłu.  Po tygodniu ciężkiej pracy wiele osób decyduje się na ucieczkę w dzicz, czyli bez Internetu, telefonu i zasięgu. W Big Sur nie ma zbyt wiele restauracji, sklepów, ani rozrywek. To miejsce na wyciszenie się wśród natury, takiej przez duże N. Dlatego bardzo popularne są tutaj pola namiotowe i domki letniskowe. Niestety ceny bywają dość wysokie.

zachód 2

Natura

Jadąc Jedynką nie samo dotarcie do celu jest istotne, ale podróż. Za każdym zakrętem czeka nas coś ciekawego, coś nowego, a wybrzeże ma inny kształt. Zaczęło się od stromych zboczy wpadających do oceanu. Niedostępny brzeg budzi zachwyt i poczucie bezradności w konfrontacji z siłą natury (tej przez duże N). Zatrzymywaliśmy się na każdej możliwej zatoczce, bo nie mogliśmy nacieszyć oczu. I tak nie wiedząc kiedy przejechaliśmy 225 km.

wyspa

Zawsze jestem zaskoczona jak natura tutaj współgra z ludźmi. Jestem przyzwyczajona do tego, że leśne zwierzaki chowają się i raczej nie podchodzą do ludzi. A tutaj jest inaczej. Zwierzęta i ludzie żyją w harmonii nie wchodząc sobie w paradę. Tylu pięknych kluczy na niebie nigdy nie widziałam. Kormorany lecąc jak gdyby falują na niebie. A przy pastelowych kolorach zachodzącego słońca wydaje się to być niezapomnianym widokiem.

kormoran

Na wybrzeżu jest tylko kilka zielonych miejsc – to parki narodowe m.in. Pfeiffer Big Sur State Park i Julia Pfeiffer Burns State Park. To tam znajdują się główne centra turystyczne. Można zostać na noc na polu namiotowym, wybrać się w góry na trekking lub po prostu odpocząć na łonie natury. Uwaga na misie.

Big Sur rano

Nam udało się dojechać jeszcze niżej niż park Pfeiffer Big Sur. Dosłownie byliśmy pośrodku pustkowia. Do najbliższego sklepu było kilkanaście kilometrów. Plan zaopatrzenia się w prowiant runął w gruzach, ale przynajmniej udało nam się zatrzymać na kampingu pełnym surferów. Plaża nieopodal usytuowana była u stóp ciągnących się wzdłuż wybrzeża 100 metrowych klifów. Widoki piękne, woda lodowata, zachód słońca jak z impresjonistycznego malarstwa.

zachód 3

Listownice (Kelp)

Ocean żyje własnym życiem. W czasie, kiedy wybraliśmy się na naszą wycieczkę ocean otchłań morska wyrzucała na plaże niewyobrażalne ilości listownic – to największe wodorosty na świecie osiągające 37 metrów długości, które mogą urosnąć nawet do jednego metra na dzień! Pod wodą tworzą się całe lasy plątaniny wodnych roślin tworząc najbardziej sprawne ekosystemy na Ziemi. Dla wielu zwierząt las listownic służy jako ochrona lub pożywienie (m.in. mieszkają tu krewetki czy ślimaki morskie).  

kelp

We wrześniu prądy wyrzucają listownice na brzeg. To bardzo ważny moment dla całego ekosystemu, bo rozkładając się na plaży odżywiają one glebę. Przez wiele lat ludzie wykorzystywali listownicę jako nawóz. Bogata jest także w jod, więc stosuje się ją w przypadku jego niedoboru. Ale nie tylko. Używana jest także jako składnik w wyrobach kosmetycznych, nabiale, czy sosach sałatkowych.

dzikość 2

Jedyny minus oprócz męczącego zapachu to muchy (bardzo ważny element całej układanki – to one są pożywieniem dla ptaków). A raczej ich niewyobrażalna ilość, która oblepia człowieka, włazi do uszu, nosa i buzi. Podobno trwa to tylko miesiąc.  Ale z tego, co czytałam wynika, że tutejszym biologom i ekologom bardzo zależy na podtrzymywaniu ekosystemu takiego jak był. Listownica po II wojnie światowej była prawie na granicy wyginięcia, więc wszystkie próby potrzymania jej przy życiu są godne pochwały. Dlatego, cóż… trzeba się przyzwyczaić i pozwolić naturze samej zabrać ją z powrotem do oceanu.

most

Kamping

Amerykanie lubią jeździć pod namioty i robią to w fantastycznym stylu. Gdy w Europie kampingi są napakowane namiotami, przyczepami i kamperami, w Stanach każdy szanuje swoją przestrzeń. Kampingi są zorganizowane i na każdy namiot lub kamper są przygotowane osobne stanowiska. Gdy w Europie zdarzają się kampingi z niezorganizowanymi miejscami na ogniska i ludzie rozpalają je gdzie popadnie, tutaj wszystko jest przygotowane. Nawet stoły z ławkami.

ogórek

Ale w kampingowaniu najbardziej chodzi o to, żeby podpatrywać innych. Tutaj panuje przede wszystkim zasada im więcej tym lepiej. Czy widzieliście kiedyś skórzaną kanapę na 10 osób zainstalowaną przed własnym namiotem? Do tej pory też nie widziałam. Nawet nie wpadłam na pomysł, że można tak zrobić. A tutaj paczka surferów przyjechała swoimi trzema półciężarówkami (jeden nawet i z przyczepą! Przyczepą!) i przywieźli ze sobą mały dom. A może duży dom? A ponieważ wszystko musi być wielkie to nawet składane krzesło musiało mieć dwa metry wysokości i potrzebny był duży podnóżek, aby w ogóle na nim usiąść. Mają rozmach.

photo_011

Big Sur to bardzo popularne miejsce na weekendowe wypady. Dlatego należy wcześniej zarezerwować miejsce, bo kampingi zazwyczaj są pełne. I tutaj uwaga: jeżeli jesteście z namiotem jest dla Was szansa. Nie przejmujcie się znakami, mówiącymi, że kamping jest pełny. Pełny jest dla samochodów. Na namiot powinno zaleźć się miejsce. Więc gdy widzielibyście taki napis, nie zrażajcie się tylko pogadajcie z gospodarzem. Koniec języka za przewodnika. Nam tak się udało i za 10 dolarów spędziliśmy wspaniały dzień na łonie natury wraz z nocnym ogniskiem.

ptak

17-Mile Drive

Niedaleko  Monterey znajduje się jedno z najbardziej malowniczych miejsc w okolicy. To 17-Mile Drive – droga prowadząca przez pola golfowe, wielkie posiadłości i przepiękne wybrzeże, na którym królują foki i kormorany. Jeżeli chcecie zobaczyć jak wygląda przepych w amerykańskim stylu to właśnie tutaj. Dziwnie oglądało się domy wybudowane a’la toskańska willa ze świadomością, że to takie pseudo-Włochy wybudowane z kartonu i drewna. Ale kto bogatemu zabroni.

pole golfowe

Za to 17-Mile Drive kończy się w uroczym miasteczku Carmel. Jest tak pyszne jak jego nazwa. Zastanawiałam się dlaczego wszędzie nie ma właśnie takiej architektury jak tam. Małe, kolorowe drewniane domki, wybudowane na pagórkach.

dzika natura

Koniec

Na Carmel zakończyła się nasza wycieczka. Zrobiliśmy 500km, 15 h jazdy, 2 dni. Warto było. Zmęczeni dojechaliśmy do domu, ale szczęśliwi, że mamy okazję być właśnie w takim miejscu. I nie na wakacjach, tylko po prostu żyć.