Yosemite. Zachwyćmy się!

środa, 04.01.2017

Zegar samochodowy wskazuje północ. Szymon, ja i para znajomych jesteśmy gdzieś w środku lasu, jedziemy drogą numer 140 prowadzącą do parku narodowego Yosemite (wym. yo-sem-it-tee). Jest głucho i cicho. Zasięgu w komórce brak. Dojeżdżamy przed zajazd Yosemite Cedar Lodge. Parking pełny. W powietrzu czuć suche podszycie iglastego lasu.„California is all about nature” usłyszałam ostatnio w pracy. Kalifornia szczyci się naturą. Dopóki nie pojechaliśmy do Yosemite, nie mieliśmy tego w świadomości. A Kalifornia zapiera dech w piersiach. Przekonujemy się o tym następnego dnia.

Widok z drogi 140 na Yosemite Valley, droga zakręca, wysokie góry

Yosemite Valley

Rano wjeżdżamy do parku kilka minut po siódmej. Wąska dolina, wielkie granitowe urwiska, kotłująca się rzeka. Dudnienie przelewającej się wody czuć we wnętrzu ciała. Uszy zatykają nam się co zakręt. Zasięgu jak nie było, tak nie ma. Komórki więc wrzucamy głęboko do schowka.

Wyjeżdżamy z kotliny rzeki. Przed nami otwiera się Yosemite Valley długa na 12 km, szeroka na 1,6 km. Okalające skały wyznaczają granicę doliny. Gdy patrzymy do góry widać tylko granie skał i niebo. Na dnie rozpościera się alpejska polana.

polana w Yosemite Valley

Otwieramy okna w samochodzie. Do środka wpada zapach świeżej trawy, a naszych uszu dochodzi śpiew ptaków. Turyści jeszcze śpią. Oprócz nas i kilku biegaczy nie ma nikogo. Na soczyście dzielonych łąkach pasą się sarny, a przez drogę przebiegają od czasu do czasu zające. Jest jak z bajki Disneya. Nasz samochód bezszelestnie jedzie wzdłuż głównej pętli prowadzącej przez środek doliny.

W Yosemite Valley chcemy spędzić noc pod namiotem. Na miejscu znajdują się cztery kampingi, ale tylko na jeden można wejść „z ulicy” (Camp 4). Obowiązuje tam zasada kto pierwszy, ten lepszy. Yosemite rocznie odwiedzane jest przez cztery miliony turystów, dlatego wprowadzone są ograniczenia na szlakach i w bazach noclegowych. Bez zarezerwowania noclegu kilka miesięcy wcześniej, nie ma co liczyć na wolne miejsca. Ale jest siódma rano, więc liczymy, że kolejka nie będzie długa.

Przed wejściem na kamping robi się tłoczno od zaparkowanych samochodów. Z trudem wciskamy się gdzieś między odrapanego pickupa, a nową Teslę. Przed budką rangera stoją gęsiego zaspani turyści. Pochodzimy i ustawiamy się ostatni w ogonku.

– I’m in line from 5 a.m. – mówi facet przed nami. – I don’t think there’s a chance you guys get the spot.

Odpuszczamy. Jak nie spanie, to chociaż śniadanie! Na terenie Yosemite Valley znajduje się wiele przygotowanych miejsc piknikowych wraz z toaletami i grillem. Rozkładamy się na jednym z nich. Z kosza wyciągamy chleb, kurczaka, sztućce i talerze. Dołączają do nas błękitne sójki (Steller’s Jay), gąsienice i kilka kruków. Gdy tylko na chwilę odchodzimy od stołu, ptactwo rzuca się na małe co nieco.

niebieska sójka w Yosemite

Jedną z podstawowych reguł parku jest chowanie jedzenia i kosmetyków do metalowych, niedźwiedzioodpornych skrzyń. Wszystko po to, aby myszkujące niedźwiedzie czarne nie były kuszone łatwo dostępnym jedzeniem. Dla nich nie ma problemu włamać się do samochodu, a wybita szyba i potargana tapicerka nie są wymarzonym wspomnieniem przywiezionym z Yosemite. Za niezastosowanie się do tych zasad grozi grzywna.

Problem polega też na tym, że niedźwiedzie kuszone taką ilością wyżerki będą częściej zbliżać się do ludzi, a co za tym idzie, przestaną się nas bać. W związku z czym może dość do wypadków. A przecież nikt nie chce mieć niedźwiedzia na sumieniu, bo przecież wszystkie sztuki, które zaatakują człowieka będą odstrzeliwane. I tak, nawet pasty do zębów, ani pomadki do spierzchniętych ust czy kremu do opalania nie należy zostawiać w samochodzie. Pamiętajmy także o tym, aby trzymać się ograniczeń prędkości na drodze, a zwłaszcza tam, gdzie przy ulicy stoi uroczy znak „Bear Xing” – przejście dla niedźwiedzi.

znak przejścia dla niedźwiedzi w parku narodowym Yosemite

Wodospady w Yosemite Valley

Yosemite Valley z dwóch stron okalają granitowe łyse skały. Pionowe zbocza mające przeciętnie po 600 metrów wysokości przytłaczają. Najwyższa skała – El Capitan ma, bagatela, 900 metrów wysokości, czyli około 328 pięter. Na tle szarej ściany śmigają wspinacze, którzy z daleka wyglądają jak kolorowe kropki. Z łąki pod El Capitan przez lornetki obserwujemy śmiałków. Człowieku malutki padnij na twarz przed potęgą Natury (tutaj więcej o Naturze przez duże N).

maleńki wspinacz na ścianie El Capitan, widać jaka wielka jest ta skała, wspinacz jest na środku

Z czubka skał tryskają wodospady. Woda leci setki metrów w dół. Właściwie nie wiadomo, na czym skupić swój wzrok. Biała strużka tu, tam wspinacz, tam kolejna struga. Śpiew ptaków rozchodzi się po okolicy. Polany są miejscem schadzek dla żuczków rozmnażających się na krzaczkach, a turyści z otwartymi buziami oglądają te cuda natury. Nie wiadomo, czy to jawa, czy sen.

Z letargu wybija nas szukanie miejsca parkingowego pod Yosemite Falls. Jest już jedenasta, więc turyści napływają w coraz większych ilościach. Zwierzęta zniknęły z pola widzenia. Zastąpiły je warczące samochody i krzyczący ludzie.

żuczki na polanie oddają się przyjemnościom życia

Słońce w zenicie – gorąco. Szukamy chłodu w cieniu sekwoi. Idziemy asfaltową ścieżką pod Yosemite Falls. Wysoki na 739 metrów kaskadowy wodospad jest najwyższym w Stanach Zjednoczonych. Po drodze mijamy grupki emerytów, którzy szkicują giganta. Pod samym wodospadem nasze twarze chłodzi mgiełka. Turyści robią sobie selfiki, a co po niektórzy fotografują grasujące wiewiórki. Podobno pod koniec lata wodospad wysycha i ciurka jak z niedokręconego kranu. Na dzień dzisiejszy nie zapowiada się, aby lejąca się woda miała się kiedyś skończyć.

widok na Yosemite Falls, wielka kaskada wody spływa po pionowej ścianie

Nie słyszę, co Szymon mówi. Stoimy pod Bridalveil Fall. Przed nasze stopy woda spada z 190 metrów, co jest drugim wynikiem w konkursie na najwyższy wodospad w dolinie.

Mirror Lake i Half Dome

Będąc w Yosemite nie mogliśmy sobie odmówić małego spaceru. Dlatego zamiast wsiąść w autobus kursujący po dolinie, decydujemy się podejść na piechotę z Half Dome Village do Mirror Lake. Nazwa pochodzi od spokojnej tafli wody, w której odbija się Half Dome – najsłynniejsza skała w parku kształtem przypominająca kopułę. Idąc przez las wyobrażam sobie jak blisko zwierzyna podchodzi pod namioty turystów nocujących w dolinie.

Na poboczu stoi kawałek rury ustawiony na wysokości około pół metra nad ziemią. Z jednej strony zamknięta, z drugiej otwarta.

– Patrz, co to jest? – mówię do Szymona.

– To pułapka na niedźwiedzie. Pewnie podchodzą tutaj i rangerzy łapią je do takiej rury, a potem wywożą gdzieś w góry.

pułapka na niedźwiedzie - rura

W Yosemite populacja czarnych niedźwiedzi (łac. ursus americanus – pozdrawiam wszystkie Urszule) waha się od 300 do 500 sztuk. Rzadko schodzą do doliny, a ci, którzy mieli okazję je zobaczyć, należą do grona szczęśliwców. Same niedźwiedzie nie są wielkie, samce ważą do 113 kg, a samice 60 kg. Żywią się głównie trawą i borówkami. Gdy spotkamy niedźwiedzia w lesie musimy zachować dystans, aby nie wystraszyć zwierzęcia. Jeżeli spotkamy niedźwiedzia w okolicy zamieszkanej przez ludzi, należy głośno krzyczeć. Do tej pory nie było żadnych poważnych ataków na ludzi ze strony misiów. W Yosemite nie ma niedźwiedzi grizzly.

Woda w Mirror Lake jak lustro, odbija otaczające nas skały. Oprócz radosnego ćwierkania ptaków nic nie przerywa błogiej ciszy. Słynny spokój Yosemite można znaleźć nawet w turystycznych miejscach.

odbicie Half Dome w Mirror Lake

Na odchodne zatrzymujemy się w najpiękniejszym miejscu z widokiem na dolinę. Po przejechaniu tunelu, tuż za wodospadem The Cascades na Big Oak Flat Road, parkujemy samochód na niewielkim poboczu. Przechodzimy na drugą stronę i podchodzimy do barierki. Przed nami widok wprost na wodospady i rzekę Merced wciśniętą między góry. Czy może być coś piękniejszego na świecie?

widok na wodospady i rzekę Merced z drogi 120

Po kilku łzach wzruszenia, wsiadamy w samochód i ruszamy w kierunku Mono Lake. Ale o tym w następnej notce.

Jeżeli jesteście w okolicach San Francisco i macie wolny weekend warto wybrać się do Yosemite. Nawet na jeden dzień.