USA podsumowanie roku 2016

piątek, 06.01.2017

Szampan wykorkował o północy w naszym pokojowym hotelu w Yosemite. Szybki toast i do spania, bo następnego dnia wybieramy się z samego rana na biegówki. Las sekwojowy, pot na plecach i brak oddechu skłoniły mnie do napisania krótkiego podsumowania roku 2016. Wiele się wydarzyło zarówno podróżniczo jak i w życiu zawodowym.

Szymuś i ja

Podróżniczo

5 roadtripów i 35 tysięcy przejechanych kilometrów.

Sezon na podróże trwa od przyjazdu do Kalifornii we wrześniu 2015 roku. Od tamtej pory zawsze jesteśmy w drodze, czy to na Hawaje, do Polski, wokół Kalifornii czy po prostu po Stanach. Mieliśmy to szczęście, że kilka osób zechciało przyjechać do nas w odwiedziny, więc mogliśmy razem pozwiedzać USA.

prius rakieta po roadtripie, zakurzony

Odwiedziny zaowocowały pięcioma roadtripami:

  1. Las Vegas – Superbloom w Death Valley – 4 dni
  2. Przez masyw górski Sierra Nevada – 4 dni
  3. Kalifornia – Nevada – Arizona – Utah (czyli wyprawa na Dziki Zachód) – 9 dni
  4. Wokół Kalifornii: Kings Canyon – Death Valley – Mono Lake – Lassen Volcanic – 9 dni
  5. Las Vegas – Black Rock Desert – 9 dni
  6. Highway 1 od Santa Barbary do Santa Cruz – 4 dni

Podczas wszystkich wypraw odwiedziliśmy 7 parków narodowych, w tym takie klasyki jak Yosemite, Grand Canyon, Death Valley czy Monument Valley.

Było męcząco, ale z każdej wyprawy wróciliśmy zadowoleni. Wrażeń mamy tyle, że nie dałam rady ich wszystkich do tej pory spisać. Ale wszystko przede mną!

ciężarówka z kopalni boronu w Boron City

Kalifornia

Nasze nowe miejsce zamieszkania przestało być już obce. Z biegiem czasu nauczyliśmy się funkcjonować w amerykańskim społeczeństwie i coraz rzadziej zdarzają nam się wpadki. Amerykanie przestali nas pytać skąd jesteśmy, więc nasze akcenty nie brzmią już obco. W okolicy zatoki San Francisco mamy już kilka swoich magicznych miejsc. Zaczęliśmy doceniać porę deszczową. I mieliśmy już swój pierwszy śnieg w Stanach! Woda w oceanie dalej lodowata, w tym roku nie zamoczyłam nóg powyżej kostki.

klasyczny wodk z Kalifornii, palmy, prosta droga

Dolina Krzemowa

Muszę przyznać, że zadomowiliśmy się już tutaj. Karmik dla kolibrów wisi przed naszym oknem, okulary słoneczne na stały zamieszkały w naszym samochodzie. Do korków nigdy się nie przyzwyczaimy. Za to doceniamy możliwości jakie daje nam to miejsce oraz niesamowitą dostępność natury. Chcemy lato to jedziemy od południowej Kalifornii, chcemy zimy jedziemy w góry do Yosemite lub nad jezioro Tahoe. A wszystko to w odległości do sześciu godzin jazdy. I w sumie trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem mieszkańców Kalifornii, że to najlepszy stan do mieszkania.

Krowy na polanie w Sierra Nevadzie

Nevada

Nevada, czyli srebrny stan, stała nam się dość bliska. W tym roku odwiedziliśmy ją kilka razy. Zahaczyliśmy o Las Vegas, kopalnię boru w Boron City, strefę 51 i byliśmy na festiwalu muzycznym Burning Man. Sam fakt przejechania się autostradą, na której przez 160 mil nie mija się żadnej miejscowości robi wrażenie. A i samoloty F22 też były (w Nevadzie znajduje się jedna z największych amerykańskich baz wojskowych).

dostawa czołgów przy bazie wojskowej w Nevadzie

Polska

Do Polski warto przyjechać na jesień. W Krakowie słota, żółte liście na chodnikach, trochę smogu –  trzeba się dotlenić. Bardzo przyjemnie chodzi się po ulicach, gdzie zna się każdy kąt na pamięć. I muszę przyznać, że za obwarzankiem tęsknię od czasu do czasu.

Zawodowo

Ten rok był punktem zwrotnym w moim życiu zawodowym. Napisałam dla Was po polsku przewodnik po Teneryfie, a po angielsku dla tutejszej firmy przewodnik po Krakowie. Oprócz tego 22 artykuły na blogu, w tym 5 po angielsku. Najbardziej popularny jest tekst o pogodzie na Teneryfie.

Dla Fussa powstał artykuł o Burning Manie, dla Activity Fan spis aktywności, które można robić w Dolinie Krzemowej.

prosta autostrada w Nevadzie, dwa pasy

Dalej biorę udział w kursie pisania o podróżach, na którym również powstało już kilka tekstów. Kurs pisarski w Krakowie otworzył mi umysł na nowe możliwości. Powoli do przodu.

Szymon w tym roku zrobił przynajmniej 10 tysięcy zdjęć. Mamy z czego wybierać i nad czym pracować.

Pod koniec roku udało mi się w końcu dostać pracę, dlatego przez kilka miesięcy na blogu nic nowego nie pojawiało się. Ale obiecuję się poprawić!

Myśl na koniec

Mam nadzieję, że 2017 rok będzie równie intensywny jak poprzedni. Mamy już w planie kilka wyjazdów, zobaczymy, które z nich uda się zrealizować.